niedziela, 10 czerwca 2012

Orange Warsaw Festiwal 2012

W Warszawie się dzieję się. W trakcie Euro 5ta edycja Orange Warsaw Festiwal, czyli dwudniowe święto muzyki w stolicy naszego kraju. Ja gościłem tylko na pierwszym dniu tej imprezy i w telegraficznym skrócie wyglądało to tak:

Na początek polski wykonawca Fisz, i mimo że w bardziej rockowym wydaniu z pełnym zespołem to jednak po dwóch lub góra trzech kawałkach tempo jego występu spadło i  jako rozgrzewka sprawdził się średnio. Na szczęście następni wykonawcy nadrobili. Fantastyczni raperzy z Nowego Yorku, czyli grupa De La Soul, podnieśli temperaturę od razu. Nawet gdy nie zna się ich muzyki i nie jest się nawet fanem hip-hopu, można było się genialnie pobawić. A gdy zabrzmiał charakterystyczny saksofon z ich pierwszego wielkiego przeboju z początku lat '90 publiczność oszalała, bo nagle okazało się, że utwór "Ring Ring Ring" znają wszyscy...

Ja osobiście przyjechałem na Garbage. Znakomita grupa, której muzyki słuchałem w czasach dorastania. Po 7 latach przerwy działalności powrócili z nowym materiałem. I mimo, że wokalistka i muzycy dawali z siebie wszystko i pokazali naprawdę wielką klasę, nie spotkali się z aż tak entuzjastycznym przyjęciem. Myślę, że przede wszystkim dlatego, że 3/4 publiczności przyjechało na ostatnią gwiazdę, czyli zespół Linkin Park, no a fani tego zespołu zazwyczaj są młodsi od pierwszej płyty Garbage z 1995 roku, toteż zespół kompletnie nie został zrozumiany i doceniony, bo po prostu nie była to ich publika. Zgromadzonym fanom zdarzyło sie jedynie podrygiwać w rytm nowego singla, bo zapewne obiło się coś o uszy, gdy grały to ostatnio rozgłośnie radiowe. Mnie jednak zespół Garbage absolutnie oczarował. Przede wszystkim cudnymi klasykami ze swego repertuaru czyli porywającym "I Think I'm Paranoid" oraz "Special" a także bardzo klimatycznymi "Queer" czy "Stupid Girl".  Mam jednak nadzieję że Shirley Manson z zespołem wróci kiedyś do Polski na koncert indywidualny a nie w ramach tego czy innego festiwalu. Wtedy publiczność na pewno odwzajemni niesamowita energię jaką zespół daje ludziom ze sceny. Tak czy inaczej, ja rozpłynąłem się z zachwytu przede wszystkim przy cudnym "Milk" oraz totalnie rozszalałem przy "Do You Love Me?". 

Na koniec wystąpił długo wyczekiwany Linkin Park - publiczność oszalała. Ja wysłuchałem, choć tak naprawdę tylko w kilku momentach coś mnie "ruszyło". Chyba nigdy nie zrozumiem fenomenu popularności tego zespołu...




Fisz  Emade:




De La Soul:




Garbage:







Linkin Park: