czwartek, 18 października 2012

The Cranberries

Na zakończenie tegorocznego sezonu koncertowego zostało to, do czego miałem największy sentyment i czego chyba najbardziej nie mogłem się doczekać - zwłaszcza, że koncert przełożono z czerwca na październik. Torwar wypełnił się po brzegi - głównie 30-latkami, ale nie ma się co dziwić. The Cranberries to jedna z ikon lat '90. Teraz po mniej więcej dekadzie przerwy powrócili z nową muzyką a ja dzięki temu przeniosłem się w czasie. Bo podczas koncertu, muzyka przy której dorastałem i która towarzyszyła mi gdy byłem nastolatkiem - teraz do mnie w magiczny sposób powróciła. Znowu poczułem się jakbym miał 16 lat - cos pięknego. Ale kto nie słyszał "Salvation", "When You're Gone" czy klasycznego "Zombie" na żywo - ten nie zrozumie o co mi chodzi...

Setlista wyglądała tak:


  1. Just My Imagination
  2. When You're Gone
  3. Losing My Mind
  4. Linger
  5. Free To Decide
  6. Ordinary Day
  7. Dreaming My Dreams
  8. Tomorrow
  9. Still Can't…
  10. Desperate Andy
  11. I Can't Be With You
  12. Interlude Band solo
  13. Conduct
  14. Fire And Soul
  15. Not Sorry
  16. Show Me
  17. Ridiculous Thoughts
  18. Salvation
  19. Zombie

  1. Schizophrenic Playboys
  2. The Journey
  3. Dreams
...zabrakło mi "Ode To My Family", "Promises", "Animal Instinct" czy mojego ulubionego "Hollywood" ale nie można mieć wszystkiego. Może następnym razem... :)